Recenzja: Nike Zoom Vomero 9

Na początku swojej przygody z bieganiem dałam się zwodzić słowom, że nieważne, w czym biegasz – ważne, że biegasz. Dopiero miesiące treningów w słabych butach dały mi solidną nauczkę. Jedna kontuzja wystarczyła, żeby z bieżni na długie tygodnie wrócić znów na kanapę.

Od tamtej pory nie popełniam tego błędu i inwestuję w solidne buty. Nie jest to zresztą specjalnie duży wydatek, bo i nie od razu trzeba sięgać po najwyższą półkę cenową – sama, choć biegam regularnie, i tym razem zdecydowałam się na klasę średnią i sprawdzony model od Nike, tym razem w dziewiątej już, zmodyfikowanej lekko odsłonie. Nie będę ukrywać, że poza świetnymi parametrami, urzekły mnie też designem – buty dla biegaczy odstraszają zwykle masywnością i doborem kolorów, przyciągających uwagę lepiej od reklam i miejskich neonów. Tutaj jakość idzie w parze z wyglądem, dzięki czemu za buty nie trzeba się wstydzić.

Dlaczego Vomero? Bo jako buty treningowe, przeznaczone do biegania po asfalcie, nie mają sobie równych, jeśli chodzi o wygodę. Genialna wkładka, która idealnie dopasowuje się do stopy, sensownie pomyślany system sznurowania, jeszcze mocniej stabilizujący stopę i lekka, sprężysta pianka na pięcie i przedzie podeszwy, gwarantują najlepszą amortyzację. Już pierwsze włożenie, jeszcze w sklepie, pozwala poczuć różnicę w stosunku do innych modeli – nigdy wcześniej w butach do biegania nie było mi wygodniej niż w kapciach. Uczucie miękkości jest tutaj zresztą tak duże, że początkowo bałam się, czy nie będzie to przeszkadzać. I rzeczywiście, bieganie w nich przypomina trochę bieganie w świetnie dopasowanych poduszkach, ale w połączeniu ze wspomnianą wcześniej amortyzacją daje maksimum wygody. Nie wiem, jak but ten sprawdziłby się w trudniejszym terenie, np. w górach, bo gruba podeszwa osłabia mocno dynamikę i zwrotność, ale dla biegaczy miejskich jest to strzał w dziesiątkę.

Dodatkowy plus za siatkę i wentylację. Oddychająca cholewka to absolutna podstawa, zwłaszcza przy dłuższych i regularnych treningach. Może więc maratonu w nich nie przebiegniemy, ale te kilka, kilkanaście kilometrów dziennie – z największą przyjemnością!

One thought on “Recenzja: Nike Zoom Vomero 9”

  1. Waciak says:

    zakupiłem w tym tygodniu, wczoraj pierwszy test i pierwsza dycha – rewelacyjnie wygodne i komfortowe – potwierdzam 🙂

Comments are closed.